Tuesday, February 2, 2010

Południowoindyjska zupa z ryżem i owocami morza



Znowu zupa i znowu z przepisu Jamiego Olivera - tym razem jednak z książki "Moje obiady". Ostatnio w ramach akcji prozdrowotnego odżywiania staram się zwiększyć ilość spożywanych przez nas zup i ryb, a to zupa z rybą, więc w sam raz. Na dodatek po indyjsku, co samo w sobie było wystarczającym argumentem do jej przyrządzenia. Jamie sugeruje wykorzystanie białej ryby lub krewetek, a w wersji bardziej ekskluzywnej - krabów. Podobno przepis pochodzi z londyńskiej sieci restauracji południowoindyjskich Rasa.

Południowoindyjska zupa z ryżem i owocami morza
na 4 porcje

5 łyżek oleju roślinnego
3 łyżki brązaowych ziaren gorczycy
garść świeżo oberwanych liści curry (kari patta)
2 łyżeczki ziaren kuminu
1 łyżeczka garam masala
1,5 łyżeczki chili w proszku
2 łyżeczki kurkumy
3 czerwone papryczki chili z usuniętymi gniazdami nasiennymi , drobno pokrojone
2 kawałki imbiru wielkości dużego kciuka, obrane i starte
2 garście ryżu basmati
6 ząbków czosnku, posiekanych
2 cebule drobno posiekane
570 ml wody
600 g ryby, filety pocięte na 5-8 cm kawałki (u mnie mintaj)
2 puszki mleczka kokosowego (2X400 ml)
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
sok z 2 limonek
garść posiekanej świeżej kolendry
dowolnie: 3 łyżki świeżo startego kokosa do posypania (ja nie miałam)

W dużym garnku rozgrzałam olej, wrzuciłam gorczycę, liście curry, kumin, garam masalę, chili i kurkumę i smażyłam przez kilka minut (trzeba uważać, żeby nie przypalić gorczycy i kuminu). Dorzuciłam świeże chili, imbir, czosnek i cebulę. Dusiłam na małym ogniu około 10 minut, aż cebula i czosnek zmiękły. Dodałam ryż i wodę. Doprowadziłam do wrzenia i gotowałam na małym ogniu przez 15 minut. Dodałam rybę i mleczko kokosowe oraz szczyptę soli. Gotowałam pod przykryciem na małym ogniu przez następne 10 minut, po czym porządnie zamieszałam, aby porozdzielać kawałki ryby. Doprawiłam solą, pieprzem i sokiem z limonki oraz dodałam połowę kolendry. Podałam posypaną kolendrą. Pycha!


3 comments:

nobleva said...

Cudowne danie :)

Anoushka said...

Koniecznie do wypróbowania!
Wprawdzie nie lubię zup z rybami, ale w końcu trzeba się do nich przekonać. Bo nie dość, jak sama piszesz, zdrowa i smaczna, to w dodatku jak podana!

Czy mogę się spodziewać kolejnych opowieści z podroży :)?

anczito said...

Noblevo, dziękuję :)

Anoushko, doskonale rozumiem - mam w domu frakcję nie jedzących zup rybnych. Ja natomiast uwielbiam. A szczególnie węgierską halaszle... Co do opowieści z podróży, to już powoli się pakujemy i ruszamy w drogę...

Pozdrawiam serdecznie!